VIVA LA MUERTE. Współczesne hiszpańskie kino grozy.

VIVA LA MUERTE. Hiszpańskie kino grozy.

Jakiś czas temu program TVP Kultura wyemitował dokument poświęcony hiszpańskiemu kinu grozy ostatnich lat "Viva la muerte! Era hiszpańskich horrorów" (Viva la muerte! Autopsie du nouveau cinema fantastique espagnol). Współcześni widzowie zwykli traktować filmy fabularne mówiące o zjawiskach paranormalnych z dużym dystansem, nisko a nawet wysoko budżetowe produkcje nie ściągały do kin licznej publiczności. Wyjątek stanowiły hollywoodzkie filmy weteranów gatunku takich jak Wes Craven (z iście koszmarnymi sequelami), ekranizacje bestsellerowych powieści z dreszczykiem Stephena Kinga, tzw. horrory science fiction czy urbanistyczne, japońskie kino grozy. Porażką okazywały się próby wskrzeszenia dawnych bohaterów horrorów z lat 80-tych w nowszej, najeżonej efektami specjalnymi oprawie. Jak powietrza brakowało świeżości gatunku i formy z czasów Hitchcocka.

Wszystko zmieniło się w ostatnich latach za sprawą kilku hiszpańskich reżyserów. Zamiast epatowania przemocą i rozlewaniu hektolitrów krwi postawili oni na bardziej artystyczne środki: oryginalność scenariuszy, głębię fabuły oraz dialogów, budowanie napięcia. Dodatkowym atutem ich filmów okazało się osadzenie akcji w historycznych bądź współczesnych realiach Hiszpanii. Świat rzeczywisty przenika się z baśnią lub mitami obecnymi od wieków w kulturze tego niegdyś bardzo katolickiego kraju.

Francuski film dokumentalny w reżyserii Yves'a Montmayeur'a koncentruje się na przedstawieniu tego fenomenu poprzez wywiady z samymi reżyserami, producentami oraz aktorami. Przenosi nas na ulice San Sebastian i Sitges, miast w których odbywają się festiwale poświęcone temu gatunkowi filmowemu, gdzie młodzi, hiszpańscy artyści filmowi spotykają się z miłośnikami ich sztuki stanowiąc zarazem kinową widownię. Poznajemy ikony iberyjskiego kina jak ekscentryczny Alex de la Iglesia ( "Acción mutante" (1993), "El día de la Bestia" (1995), "Crimen ferpecto" (2004)). Odkrywamy nazwiska młodych twórców hiszpańskich, których filmów popularność wykroczyła daleko poza granicę kraju jak Jaume Balagueró ( "REC" (2007), "Mientras Duermes" (2010) - "Słodkich snów"), Wreszcie poznajemy reżyserów światowego formatu, jakimi bezwątpienia są Alejandro Amenábar ("Tesis" (1996) - "Teza", "Abre los Ojos" (1997) - "Otwórz oczy", "Los otros" (2001) - "Inni") oraz tworzący także w Hiszpanii Meksykanin Guillermo del Toro ("El Espinazo del Diablo" (2001) - "Kręgosłup diabła", "El Laberinto de Fauno" (2006) - "Labirynt Fauna"). Sukces filmów grozy kręconych w tej części świata zwrócił uwagę hollywoodzkich wytwórni. Biorą one udział w powstawaniu nowych produkcji kinowych młodych, hiszpańskich reżyserów. Jednak czy nie chodzi tutaj jedynie o względy komercyjne? Czy nie zaowocuje to kolejnym zalewem zbędnych remake'ów, sequeli, prequeli oraz Bóg wie czego jeszcze? 

TVP kultura co jakiś czas pokazuje widzom bardzo dobry, przesycony tajemniczością oraz grozą film "Kręgosłup diabła" w reżyserii Guillermo del Toro. Podobnie jak w jego późniejszym oscarowym "Labiryncie Fauna" akcja dzieje się w ogarniętej wojną domową Hiszpanii. Jeśli spodobał się wam "El Laberinto de Fauno" i tym razem nie będziecie zawiedzeni. Jeśli nie, i tak musicie go obejrzeć. Sugestywnie i w interesujący sposób "podana" fikcja z dawką "czarnej" historii XX-wiecznej Hiszpanii przy odpowiednim skupieniu wgniata w fotel. Polecamy.